Chciałbym opowiedzieć wam pewną historię. Nie powiem wam kim jestem, bo po prostu nic wam to nie powie. Po prostu mówcie na mnie Gruby.
To jest Michał i
jest potworem. Oczywiście, nie dosłownie. Potwór ten jest także mechanikiem i
chodzi do technikum. Michał jest niskim mężczyzną o raczej „misiowatej” budowie
ciała. Ma przydługie ciemnobrązowe włosy, zasłaniające oczy, brodę na drwala,
która (tak między nami oczywiście) może zastępować mu twarz, ust, ma się
rozumieć z powodów nam znanych nie widać. Nie ubiera się on jakoś szczególnie,
chociaż nie tak jak na prawdziwego samca przystało. Wyciągnięte i zmiętoszone
koszulki, dresowe spodnie oraz pierwsze lepsze buty nie zadowolą ani nie
przyciągną żadnej samicy.
Ogólnie, rzecz
biorąc Michał jest bardzo wredny i kąśliwy, gdy ktoś go denerwuje potrafi
ugryźć… dosłownie. No, ale już nie róbmy
z niego dzikusa.
Nie lubi ludzi,
bo są irytujący. Ssaków, bo go obrażają przynależnością do tego samego gatunku
co on. Ptaków, bo z rana strasznie hałasują i przeważnie, Michał musi chować
się pod poduszkę. Z czego, po pierwsze brak tam powietrza, a po drugie i tak
nie działa na ten straszny jazgot. Ryb i gadów, ponieważ uważa je za
szczególnie „niemęskie”. Jednakowoż to płazów nie cierpi najbardziej ze
zwierząt, gdyż są obrzydliwe i obślizgłe
( zupełnie jak on, ale nikt nie odważy się mu tego powiedzieć).
Podsumowując
łypie na wszystko co oddycha. W sumie na to co nie wykonuje czynności
przemieniania tlenu na dwutlenek węgla też. Raz kłócił się ze słupem, ponieważ
stał na środku chodnika, ale to już inna historia.
Jedynymi
organizmami jakie toleruje Michał są pantofelki - orzęski pantofelki. Malutkie
pierwotniaki, które całe życie spędzają w wodzie. Dawniej orzęski były nazywane
wymoczkami. Można, więc rzec, że Michał toleruje tylko wymoczki.
Pomyślicie sobie
pewnie „Na stos z nim!”, „Nic już z niego nie będzie!”, „Biedak, oddam mu swoje
masło orzechowe”. Jednak mylicie się, gdy wracając od mechanika uwalony smarem
od stóp do głowy, ktoś wpadł na niego i przewrócił ( tak naprawdę to on wpadł
na tą osobę, ale nasz potwór się do tego nie przyzna). Także siedząc na
błotnistym chodniku, już podniósł wzrok z zamiarem wyzywania porządnie
człowieka, który sprawił, że jego
godność spadła parę kresek w dół. Jednak w tym momencie cały świat nabrał
kolorów, bo przed sobą zobaczył dziewoję. W blasku jesiennego słońca, oślepiała
bardziej niż żarówka LED.
Zapewne powiecie
„No i co z tego?”
Cna dziewoja nazywała
się „Martełka”, chodziła z Michałem do klasy i była jedyną dziewczyną na trzydziestu
chłopa. Miała brązowo, ciemnoblond, przeplatane rudymi kosmykami włosy, purpurowe
cienkie okulary, które przysłaniały ciemno niebieskie, jak pochmurne niebo
oczy.
- Oh,
przepraszam. Nic ci nie jest? Straszna ze mnie niezdara. – zapytała. Aktualnie
pochylając się nad naszym potworem z wyciągniętą ręką i wyraźną troską na twarzy.
I chociaż Michał
wiedział, że powinien ją obrzucić wiązanką niezbyt miłych wyrażeń i iść do
domu, coś pchnęło go do rozmowy.
- Nic mi nie
jest, ale dziękuje za troskę. – W ten oto sposób wraz z przyjęciem ręki od tej
nieziemsko pięknej dziewczyny, cały świat zaczął powoli się odwracać.
***
Tydzień później,
gdy przyszedł do klasy, Martełka siedziała z dwoma przyjaciółmi. Motylem, o
krótkich ciemnych włosach, dużych czarnych brwiach oraz oczach okalanych
długimi i grubymi rzęsami, które nie jedną osobę wprawiły w dezorientację. Chłopakiem,
którego Michał nienawidził całym swoim sercem i całą swoją duszą. Uczucie to
oczywiście było odwzajemnione.
Drugi nazywał
się Garbyś, o długich, brązowych, pofalowanych włosach i brązowych oczach, miał
trochę zniewieściałą twarz, ale Michał go lubił. Był to bardzo zabawny i
niezwykły człowiek.
Z lekką obawą,
której nie dał po sobie poznać podszedł do małego grona.
- Cześć Martełło.
– Dziewczyna przerwała rozmowę i zwróciła wzrok z lekkim zaskoczeniem na niego.
- Kim ty..? – po
chwili do główki niewiasty zawitała myśl.- Ah. Chłopak w dresie! – ucieszona,
uśmiechnęła się do naszego potwora z entuzjazmem.
- Chłopak w
dresie? – zachichotał Motyl. – Marteł. Teraz to jest chłopak w czystym dresie!
– Michał spiorunował go wzrokiem. – Co jest? Pralka w końcu zaczęła działać? –
Teraz już śmiał się razem z Garbysiem, a Martełka patrzyła się tylko z jednego
na drugiego, nic nie rozumiejąc.
- Ty mały,
wredny… - Spojrzał się na jedyna dziewczynę w gronie i wstrzymał się z
„okazywaniem uczuć” koledze.
- Nie martw się.
Nie ważne, czy w brudnym, czy w czystym. Dla mnie będziesz chłopakiem w dresie.
– Uśmiechnęła się rozbrajająco. A Michał?
Nasz potwór
stwierdził, że od dziś koniec z jego ukochanym dresem.
***
Kiedy przyszedł
kolejnego razu, miał na sobie białą koszulę, czarne jeansy i czarne półbuty. W ten czas zobaczył, że biegnie do
niego roześmiana dziewoja, machając do niego ręką.
- Cześć drwalu o
okropnej osobowości! – Odmachnął jej i przywitał się.
W głębi duszy
stwierdzenie jakie mu się nasuwało to, że czas pożegnać się z brodą, która
przez tyle lat była razem z nim i wyznaczała jego wyższość.
Innym co zaprzątało mu duszę to fakt skąd
Martełka wiedziała, że ma okropną osobowość. Na odpowiedź nie czekał zbyt
długo, bowiem kątem oka dostrzegł Motyla śmiejącego się do rozpuku. Trzymał się
on ściany by nie upaść. W tamtej chwili zapewne jak większość z nas pomyślał o
czymś niezbyt godnym dżentelmena.
***
Po tym
wydarzeniu zaczął nad sobą pracować. Stojąc przed klasą gawędził z nowym
przyjacielem, po chwili przyszła do niego Martełka z zamiarem przywitania się,
lecz zamiast „cześć” usłyszał tylko głęboko wdychane powietrze. Dziewczyna
patrzyła na niego z zapartym tchem. Zmienił się. Zaczął dogadywać się z ludźmi,
śmiać, żartować, używać grzecznych zwrotów.
Miał na sobie białą koszulę z czarnym
krawatem, do tego czarne spodnie i czarne półbuty. Jednak to nie ubiór wprawił
naszą owieczkę w taki stan, lecz fakt,
że zamiast drwala ukazał jej się mężczyzna o krótkiej zadbanej brodzie oraz
przyciętych włosach, dzięki którym świat mógł wreszcie zobaczyć piwne oczy
naszego Michała. Chłopak widząc sytuację uśmiechnął się szelmowsko do
dziewczyny.
- Może zacznijmy
od nowa.- Wyciągnął rękę w jej stronę. - Nazywam się Michał.
- Marta. -
Dziewczyna uścisnęła „potworowi” rękę. – Miło mi. – A jej uśmiech sprawił,
że zimowy dzień stał się cieplejszy.
***
Na zewnątrz ze
śniegu, wychynął pierwszy przebiśnieg. Zapowiadała się niezwykła wiosna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz