Muzyka

wtorek, 21 lutego 2017

Yeti i Piękna. (OP. Aut)


         
 Chciałbym opowiedzieć wam pewną historię. Nie powiem wam kim jestem, bo po prostu nic wam to nie powie. Po prostu mówcie na mnie Gruby.
To jest Michał i jest potworem. Oczywiście, nie dosłownie. Potwór ten jest także mechanikiem i chodzi do technikum. Michał jest niskim mężczyzną o raczej „misiowatej” budowie ciała. Ma przydługie ciemnobrązowe włosy, zasłaniające oczy, brodę na drwala, która (tak między nami oczywiście) może zastępować mu twarz, ust, ma się rozumieć z powodów nam znanych nie widać. Nie ubiera się on jakoś szczególnie, chociaż nie tak jak na prawdziwego samca przystało. Wyciągnięte i zmiętoszone koszulki, dresowe spodnie oraz pierwsze lepsze buty nie zadowolą ani nie przyciągną żadnej samicy.
Ogólnie, rzecz biorąc Michał jest bardzo wredny i kąśliwy, gdy ktoś go denerwuje potrafi ugryźć… dosłownie.  No, ale już nie róbmy z niego dzikusa.
Nie lubi ludzi, bo są irytujący. Ssaków, bo go obrażają przynależnością do tego samego gatunku co on. Ptaków, bo z rana strasznie hałasują i przeważnie, Michał musi chować się pod poduszkę. Z czego, po pierwsze brak tam powietrza, a po drugie i tak nie działa na ten straszny jazgot. Ryb i gadów, ponieważ uważa je za szczególnie „niemęskie”. Jednakowoż to płazów nie cierpi najbardziej ze zwierząt, gdyż są obrzydliwe i  obślizgłe ( zupełnie jak on, ale nikt nie odważy się mu tego powiedzieć).
Podsumowując łypie na wszystko co oddycha. W sumie na to co nie wykonuje czynności przemieniania tlenu na dwutlenek węgla też. Raz kłócił się ze słupem, ponieważ stał na środku chodnika, ale to już inna historia.
Jedynymi organizmami jakie toleruje Michał są pantofelki - orzęski pantofelki. Malutkie pierwotniaki, które całe życie spędzają w wodzie. Dawniej orzęski były nazywane wymoczkami. Można, więc rzec, że Michał toleruje tylko wymoczki.
Pomyślicie sobie pewnie „Na stos z nim!”, „Nic już z niego nie będzie!”, „Biedak, oddam mu swoje masło orzechowe”. Jednak mylicie się, gdy wracając od mechanika uwalony smarem od stóp do głowy, ktoś wpadł na niego i przewrócił ( tak naprawdę to on wpadł na tą osobę, ale nasz potwór się do tego nie przyzna). Także siedząc na błotnistym chodniku, już podniósł wzrok z zamiarem wyzywania porządnie człowieka, który  sprawił, że jego godność spadła parę kresek w dół. Jednak w tym momencie cały świat nabrał kolorów, bo przed sobą zobaczył dziewoję. W blasku jesiennego słońca, oślepiała bardziej niż żarówka LED.
Zapewne powiecie „No i co z tego?”
Cna dziewoja nazywała się „Martełka”, chodziła z Michałem do klasy i była jedyną dziewczyną na trzydziestu chłopa. Miała brązowo, ciemnoblond, przeplatane rudymi kosmykami włosy, purpurowe cienkie okulary, które przysłaniały ciemno niebieskie, jak pochmurne niebo oczy.
- Oh, przepraszam. Nic ci nie jest? Straszna ze mnie niezdara. – zapytała. Aktualnie pochylając się nad naszym potworem z wyciągniętą ręką i wyraźną troską na twarzy.
I chociaż Michał wiedział, że powinien ją obrzucić wiązanką niezbyt miłych wyrażeń i iść do domu, coś pchnęło go do rozmowy.
- Nic mi nie jest, ale dziękuje za troskę. – W ten oto sposób wraz z przyjęciem ręki od tej nieziemsko pięknej dziewczyny, cały świat zaczął powoli się odwracać.
***

Tydzień później, gdy przyszedł do klasy, Martełka siedziała z dwoma przyjaciółmi. Motylem, o krótkich ciemnych włosach, dużych czarnych brwiach oraz oczach okalanych długimi i grubymi rzęsami, które nie jedną osobę wprawiły w dezorientację. Chłopakiem, którego Michał nienawidził całym swoim sercem i całą swoją duszą. Uczucie to oczywiście było odwzajemnione.
Drugi nazywał się Garbyś, o długich, brązowych, pofalowanych włosach i brązowych oczach, miał trochę zniewieściałą twarz, ale Michał go lubił. Był to bardzo zabawny i niezwykły człowiek.
Z lekką obawą, której nie dał po sobie poznać podszedł do małego grona.
- Cześć Martełło. – Dziewczyna przerwała rozmowę i zwróciła wzrok z lekkim zaskoczeniem na niego.
- Kim ty..? – po chwili do główki niewiasty zawitała myśl.- Ah. Chłopak w dresie! – ucieszona, uśmiechnęła się do naszego potwora z entuzjazmem.
- Chłopak w dresie? – zachichotał Motyl. – Marteł. Teraz to jest chłopak w czystym dresie! – Michał spiorunował go wzrokiem. – Co jest? Pralka w końcu zaczęła działać? – Teraz już śmiał się razem z Garbysiem, a Martełka patrzyła się tylko z jednego na drugiego, nic nie rozumiejąc.
- Ty mały, wredny… - Spojrzał się na jedyna dziewczynę w gronie i wstrzymał się z „okazywaniem uczuć” koledze.
- Nie martw się. Nie ważne, czy w brudnym, czy w czystym. Dla mnie będziesz chłopakiem w dresie. – Uśmiechnęła się rozbrajająco. A Michał?
Nasz potwór stwierdził, że od dziś koniec z jego ukochanym dresem.
***
Kiedy przyszedł kolejnego razu, miał na sobie białą koszulę, czarne jeansy i czarne  półbuty. W ten czas zobaczył, że biegnie do niego roześmiana dziewoja, machając do niego ręką.
- Cześć drwalu o okropnej osobowości! – Odmachnął jej i przywitał się.
W głębi duszy stwierdzenie jakie mu się nasuwało to, że czas pożegnać się z brodą, która przez tyle lat była razem z nim i wyznaczała jego wyższość.
 Innym co zaprzątało mu duszę to fakt skąd Martełka wiedziała, że ma okropną osobowość. Na odpowiedź nie czekał zbyt długo, bowiem kątem oka dostrzegł Motyla śmiejącego się do rozpuku. Trzymał się on ściany by nie upaść. W tamtej chwili zapewne jak większość z nas pomyślał o czymś niezbyt godnym dżentelmena.
***
Po tym wydarzeniu zaczął nad sobą pracować. Stojąc przed klasą gawędził z nowym przyjacielem, po chwili przyszła do niego Martełka z zamiarem przywitania się, lecz zamiast „cześć” usłyszał tylko głęboko wdychane powietrze. Dziewczyna patrzyła na niego z zapartym tchem. Zmienił się. Zaczął dogadywać się z ludźmi, śmiać, żartować, używać grzecznych zwrotów.



 Miał na sobie białą koszulę z czarnym krawatem, do tego czarne spodnie i czarne półbuty. Jednak to nie ubiór wprawił naszą owieczkę  w taki stan, lecz fakt, że zamiast drwala ukazał jej się mężczyzna o krótkiej zadbanej brodzie oraz przyciętych włosach, dzięki którym świat mógł wreszcie zobaczyć piwne oczy naszego Michała. Chłopak widząc sytuację uśmiechnął się szelmowsko do dziewczyny.
- Może zacznijmy od nowa.- Wyciągnął rękę w jej stronę. - Nazywam się Michał.
- Marta. - Dziewczyna uścisnęła „potworowi” rękę. – Miło mi. – A jej uśmiech sprawił, że  zimowy dzień stał się cieplejszy.
***
Na zewnątrz ze śniegu, wychynął pierwszy przebiśnieg. Zapowiadała się niezwykła wiosna.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz