myśli Cross
myśli Allen
- Bracia. – Niemożliwe. - Mana i czternasty…
- To kłamstwo… - Shisou. Ty… wiedziałeś o tym przez cały czas? – szepnął białowłosy.
- Tak. Kiedy czternasty zmarł, obiecałem
mu, że będę pilnować Many. – Przestań… – Jeśli to zrobię, on pewnego dnia wróci
do Many. – Zamknij się… - Ty… obiecałeś mi to, Allen. – Przestań! – Czy raczej
czternasty. – Zamknij się! – Prawdopodobnie nie zbudził się całkowicie, ale
zaczynasz czuć w sobie czternastego, prawda Allen? - Przestań! Co robisz!? Nie widzisz, że go
odpychasz?
- Hej, o czym Ty mówisz?! – Co jest z
nim nie tak? Dlaczego Shisou się tak zachowuje?
- Nie graj głupka. Znałeś tą melodię. –
Ranisz go… - To Jego ‘wspomnienia”. – Nie… - Wspomnienia czternastego są w
Tobie zakorzenione. – Czy Allen też to czuje? – Jesteś mu koniecznie potrzebny
do Jego odrodzenia. - Ten okropny ból w
piersi?
Dlaczego milczysz Allen? Dlaczego mnie
nie powstrzymasz? Czemu masz ten wzrok? Proszę… odezwij się…
- Powodem, dla którego znałeś melodię i
byłeś w stanie ją zagrać, jest to… - Nie mów Tego… - …że to nie byłeś „Ty”. - Nie…
Zamknij się! – To były wspomnienia czternastego. – Co robisz? Tracisz go. –
Zobaczyłeś coś wtedy… czyż nie? – Odpowiedz. – Hej! – Przepraszam… Tak bardzo
przepraszam..
Plask!
- Nigdy się nie dogadamy, jeżeli
będziesz kłamał. – Dlaczego to robisz? Nie czujesz, że ten ból w piersi nie
jest zwykły?
- To… bolało – chłopak trzymał się za
policzek. To wszystko to nieprawda… chcę by to było kłamstwo… - Jestem
wszczepiony..? Kiedy?
- Huh? Przepraszam, nie wiem.
- Huh!?
- Poczekaj, myślę, że wiem. – Dlaczego mu
to mówisz? – Prawdopodobnie przed śmiercią czternastego.
- Nie wiem, kiedy to było!!! – Głupi Shisou.
- Co? Powiedziałem, że jest mi przykro! –
Dlaczego teraz jest tak zabawnie? – Podnieś się! - Dlaczego to musiał być
Allen? - HMPH!
- Nigdy w to nie wierzyłem, dopóki nie
uświadomiłeś sobie tego. Po tym jak chciał zabić Earla, jego życie stało się
piekłem. – Czy mówisz o sobie Cross? Czy to nie ty właśnie doznajesz piekła? –
On i Mana… Byli w ciągłym biegu, zajęci walką na śmierć i życie z Noah.
Przecież widzisz jak na ciebie patrzy…
Dlaczego to dalej drążysz? Naprawdę jesteś taki głupi? Czy to może Twoja duma…?
- Czternasty nie miał czasu zastanawiać
się nad tym, „kiedy” i „ kto”. Kiedy nadarzyła się okazja… Na swojego żywiciela
wybrał tego, kto był najbliżej. Więc mógł zabić Earla własnymi rękami.
- I to… Ja..? – Shisou. Dlaczego mówisz
mi o tym dopiero teraz?
- Miałeś pecha. – Nie… Myślę, że oboje
mieliśmy pecha prawda, Allen? –
Wszczepione wspomnienia ostatecznie pożrą żywiciela… - Nie. Nie chcę tego…
Przestań w końcu mówić! - .. I zamienią cię w Noah.
- Były jakieś oznaki, prawda?
- To było… - Dlaczego? - Więc to jest.. Co do diabła…? – Szept, który ledwo co mogłem
usłyszeć. – Kiedy mana mówił, że mnie kocha, miał na myśli… - Allen.. – Mnie?
Czy..? – Przepraszam, Allen.- Którego z nas?
- Mana zagubił się po śmierci
czternastego. – Wciąż myślisz, że coś uratujesz? – Kto wie, czy pamiętał
cokolwiek z przeszłości czy nie… - Przestań się łudzić.. – Przynajmniej tego
nie mogę powiedzieć.
- …Ironia. – Nigdy nie myślałem, że to
ciebie wybierze, Allen. – Powinien wybrać kogoś nieprzydatnego na swojego
żywiciela… - Chciałbym nigdy nie wypuszczać cię z ramion. To boli… W końcu, czy
zawsze będziesz musiał poświęcić coś… aby chronić coś jeszcze?
- Już nie mogę się śmiać z Tiedoll’a. –
Shisou? Czy jednak… obchodzę cię coś? – Jejciu.
- Co byś zrobił… gdybym powiedział Ci,
że musisz zabić kogoś… - Przepraszam, Allen. Mistrzu, tu nie chodzi o ciebie,
prawda? - …kogo kochasz… kiedy staniesz się czternastym? – Chcę zostać z Tobą Allen.
Czas się skończył.
- Co masz na myśli mówiąc, że będę
musiał zabić kogoś, kogo kocham!? - Nie opuszczaj mnie, Shisou… - Mistrzu! - Dlaczego
się nie odwrócisz? Marian…
- Słuchaj czternastego. – Allen. Boje
się… - Ta wojna ma jeszcze jedną stronę. – Przepraszam. – Nie zgiń, dopóki ona
się nie skończy.
- Nie zgadzam się! Czekaj idioto! –
Timcanpy. Wybacz!
PUK!!!
- Eee? Co? Nie słyszę cię. – Cieszę się,
że jeszcze się nie poddałeś, Allen.
- Kiedy dołączyłem do organizacji,
przysiągłem Manie… Że mimo wszystko nigdy się nie zatrzymam, do śmierci będę
szedł dalej. – Nie dam się Mistrzu. – Jestem jedynym, który przyrzekał. – Nie dam
się przejąć. – Nie wiem jak długo jestem pod wpływem „wspomnień” czternastego.
I szczerze. Nie wiem, co mam teraz myśleć o Manie. Jednak wciąż GO KOCHAM. To uczucie..
– Allen. – Pochodzi z mojego serca, z prawdziwego mnie. – Ulżyło mi. – Zamierzam,
więc dotrzymać obietnicę, jaką mu złożyłem. Tak zdecydowałem. - Cieszę się. –
Czternasty mnie nie obchodzi!! Nie pozwolę, aby to zdobył!! - Że mimo
wszystkiego nie zatraciłeś się…
***
- Już ranek? Whoaa – ziewnął przeciągając
się.
***
Co tu się właściwie stało?! Widząc tą
krew. Maska generała Cross’a. Wszędzie szkło. Co tu się do cholery stało?
Timcanpy?
- Tim niespodziewanie zerwał się… i
przyleciał tu… - Shisou. – Czy to… krew. Komui-san? …Więc czyja?? - Ta maska. Mistrzu.. Ty żartujesz, prawda?
Zaraz uderzysz mnie w głowę i nazwiesz głupim uczniem, prawda? Shisou.
***
- Okropna pogoda. – Oparłem się o
kolumnę. – Wino jakoś straciło smak… - odstawiłem kieliszek.
Allen. Kiedy tamtego feralnego dnia,
zabrałem cię ze sobą… Nie lubiłem cię, wiesz? Byłeś tylko pyskatym bachorem,
ale wyrosłeś na porządnego faceta mimo tego jak się tobą „opiekowałem”. Na
początku byłeś upierdliwy. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo chciałem,
abyś się zgubił. Ale przecież obiecałem, prawda? Kiedy coś zaczęło się we mnie
zmieniać? Kiedy zacząłem cię postrzegać jako uroczego? Przystojnego… Przecież
miałeś 14 lat! Ale… zacząłem być ciekawy… twych ust… Twojej skóry… Całego ciebie.
Zacząłem się bać. Piłem więcej, paliłem więcej, częściej wchodziłem w dzielnice
czerwonych latarni. Zamiast tych kobiet… Chciałem, żebyś to Ty był na ich
miejscu. To ciebie pragnąłem, nie je… Starałem się być najokropniejszy,
odpychałem cię, ignorowałem, krzyczałem… Ale ty nigdy nie uciekłeś… Nawet nie
wiesz ile razy chciałem ci powiedzieć… Kiedy cię porzuciłem nieprzytomnego… zrozumiałem,
że życie bez ciebie jest bardzo… okrutne. Kiedy ty pomagałeś światu jako egzorcysta.
Ja.. ja byłem taki samotny. Ten ciągły ucisk w piersi był nie do zniesienia.
Puk. Puk.
Przed śmiercią, chciałbym tylko jeszcze
raz zobaczyć twój uśmiech. Przepraszam… że nie zdążyłem ci powiedzieć, tych
dwóch słów. Allen.
Patrzyłem jak Timcanpy kończy odtwarzanie "tych" wspomnień. Dlatego Shisou był taki nieobecny, przeze mnie...
Pąk kwiatu, który wyrósł w moim wnętrzu, wypuścił piękne, białe płatki, gdy tylko po raz pierwszy spotkałem tych ludzi. Starałem się go pielęgnować jak tylko mogłem; stwarzać mu odpowiednie warunki do życia. Tym czasem jeden z jego płatków boleśnie oderwał się od trzonu i opadł gdzieś na dno; delikatnie i cicho, tak, bym nie mógł go już znaleźć.
Pąk kwiatu, który wyrósł w moim wnętrzu, wypuścił piękne, białe płatki, gdy tylko po raz pierwszy spotkałem tych ludzi. Starałem się go pielęgnować jak tylko mogłem; stwarzać mu odpowiednie warunki do życia. Tym czasem jeden z jego płatków boleśnie oderwał się od trzonu i opadł gdzieś na dno; delikatnie i cicho, tak, bym nie mógł go już znaleźć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz