Muzyka

wtorek, 5 stycznia 2016

Kakashi x Naruto

- Uciekajcie! - Krzyknął białowłosy ninja do dzieciaków, które przed nim stały.
- Ale...
- Nie dacie rady! - Krzyknął i ledwo, co uniknął, kunaia, który wylądował przy jego głowie wbity w drzewo.
- Naruto! - Zdesperowany brunet zaczął go nawoływać
- Choć! - Dzieciaki uciekły do lasu biegnąc w stronę wioski, Kakashi syknął z bólu, kiedy przeciwnik przebił mu brzuch. Na jego szczęście nie trafił w organy, lecz dalej było ciężej. Walczyli. Cios za ciosem. Technika za techniką. Kopia za kopią. Inaczej zginiesz. Obrywałem non stop, ale nie byłem mu dłużny. Ciąłem go. Trafił w mój punkt witalny, czym mnie oszołomił i przyparł do drzewa chcąc mnie zabić. Nie mogłem się uwolnić, bo drzewo mnie do siebie przywiązało. Przybił moje ręce do pnia, sztyletem, który przechodził przez oby dwie dłonie. Spojrzał mi w oczy i z niemałą radością odwiązał mój ochraniacz i wywalił gdzieś do wody. Następny sztylet przesunął po policzku i zaczął zjeżdżać do gardła. Patrzyłem i zdziwiłem się, gdy przeciwnik odsunął się i patrzył na mnie tępym wzrokiem, po czym runął na ziemie. Po chwili obok mnie stanął, Naruto.
- Nic ci nie jest, Kakashi-sensei? - Spytał uwalniając mnie od sztyletów i drzewa. Stęknąłem i opadłbym na ziemię gdyby blondyn mnie nie złapał.
- W-wszystko jest w porządku. Puść mnie - stwierdziłem chłopak się chwilę zawahał, po czym zdecydowanie i ostrożnie założył sobie moje ramię.
- Sensei, nie bądź taki. Tworzymy drużynę i sam mówiłeś, że mamy sobie pomagać - niestety zauważył, że chcę coś dopowiedzieć i kontynuował - wątpię żebyś utrzymał się na nogach - westchnął zdołowany, po czym się uśmiechnął.
- Przejrzałeś mnie - syknął, po czym zemdlał.
- Sensei. Sensei!
***
- Naruto, co to za chłopak? - Spytała różowowłosa wskazując na białowłosego.
- Jakby to tu... - Popatrzył się na ninje - to jest sensei.
- Mistrz? - Przyjaciele nieźle się zdziwili. Naruto położył Kakashiego pod drzewem, klękając przy nim i zdejmując górną część odzienia.
- Co ty... - Patrzyli na jego poczynania, po czym dziewczyna zrobiła wielkie oczy widząc ranę - zatamujcie krwotok ja lecę po zioła! - Krzyknęła odbiegając.
 ***
Sakura położyła zioła na ranie i obandażowała. Było ich więcej, więc trochę to zajęło. Po kilku chwilach ruszyli, a blondyn zasugerował, że może ponieść rannego chłopaka.
- Eh Kakashi...-Westchnął.
-Naruto, a tamten ninja? - Spytał zdziwiony Sasuke. - Co z nim?
-He? A no tak. Zabiłem go. Lis szedł dalej natomiast czarnowłosy z dziewczyną spojrzeli po sobie ze strachem i zdziwieniem.
- Dobrze się czujesz? - Spytała zatroskana Sakura.
- A czemu miałbym czuć się źle? - Spojrzał się na swojego "towarzysza" - Gdybym tak jak wy zawrócił Kakashi by zginął. Dla tamtego i tak nie było ratunku, był zaślepiony żądzą krwi...Pyk! Spojrzeli się po sobie, a następnie zwrócili wzrok na Naruto.- Znowu - szepnął blondyn. Tym razem w jego ramionach leżał chłopak w ich wieku.
- Cholera - syknął Sasuke - w tym tempie to on zniknie. Naruto... - Chciał coś powiedzieć, ale jego już dawno tu nie było.
 ***
- Kakashi... - Biegł ile sił, bo inaczej osoba, którą tak bardzo kocha zniknie.Wpadł do prywatnie wyszkolonego medyka.-A co tu się dzieje? - Staruszek podszedł do niego.- Oji-san, czas jego ciała się cofa - lekarz otworzył szerzej oczy zdziwiony, lecz po chwili spoważniał.
- Połóż go tutaj - wskazał na posłanie - który to raz?
- Drugi, minęło 8 godzin od pierwszej zmiany.
- Hmm.... Rozumiem - zdjął z niego górną część odzienia oraz poprawił ochraniacz tak, że był nad oczami. Przyłożył ręce do rany, a wokół pojawiła się zielona mgiełka, a sam staruszek spojrzał na blondyna.- Naruto... Wyjdź i czekaj.
- Ale... - Syknął zacisnął pięść i wykonał polecenie. Staruszek wziął motyla, szepnął coś, a ten szybko odleciał.
 ***
Czekał tak już piątą godzinę wraz z przyjaciółmi, a lekarza nie było. Lecz nagle wyszedł z sali, a koło niego nagle pojawili się jounini i sam hokage.
- Więc? W jakim jest stanie? - Spytał lekarza, który wycierał ręce ubrudzone krwią w szmatkę.
- Krytyczny... Ten, kto to zrobił nie przebił ważnych organów, ale naruszył, co najmniej pięć głównych tętnic. Do tego...
- Co się stało - spytał trochę zdenerwowany Asama-sensei.
- Zapadł w śpiączkę, czas jego ciała się cofa, a ja nie mogę tego zatrzymać.
- Naruto.
- To miała być misja klasy D. Naszym przeciwnikiem był jounin klasa S. Wyskoczył znienacka, sensei walczył z nim... Chcieliśmy mu pomóc, ale powiedział, że to zbyt niebezpieczne. Kazał nam uciekać. To moja wina...
- Naruto, ale przecież go uratowałeś. Więc nie mów, że to twoja wina - powiedziała zatroskana Sakura.
- Uratował go powiadasz? - Spytała zadumana hokage.
- Coś kazało mi zawrócić. Sensei był w potrzasku przybity do drzewa i przywiązany do tego ciężko ranny. Wątpię czy dałby mu radę w takiej sytuacji. Dzięki temu, że przeciwnik był skupiony na mistrzu rzuciłem ostatniego kunai, który trafił w aortę.
- Rozumiem. Naruto, dziękuję - hokage skinął głową i zwrócił się do lekarza - Pomogę ci.
 ***
Zmienił się już 5 raz. Rany nie ma, ale nie możemy tego powstrzymać. Naruto zaklął siarczyście i walnął w ścianę w szpitalu. Cholera! Cholera! Cholera!
Chcesz go ratować?
- Kto to? - Szepnął zdziwiony.
Dziewięcio ogoniasty dzieciaku.
- Rozumiem. 
Zapytam jeszcze raz. Chcesz go ratować?
 - Tak.
 ***
- Tsunade-sama zakłócenie akcji serca! - Krzyknął młody mężczyzna w fartuchu do wysokiej blondynki.
- Dalej więcej chakry!
***
- Co jest Naruto? - Spytał, Sasuke przyjaciela.
- Mam złe przeczucie - mruknął blondyn i zaczął się oddalać.
***
Siedział i czekał cierpliwie wczuwając się w chakre senseia. Siedział tak od dłuższego czasu, gdy nagle zaczęła zanikać. Usłyszał tylko "Tracimy go!"Przestraszył się i wbiegł patrząc na scenę rozgrywającą się przed nim. Kakashi leżał na wielkim metalowym stole. Był bardzo blady, a z ran broczyła krew.Było do niego podłączone tyle rzeczy, że już nie wiedział, co do czego.
- Naruto? Wyjdź - powiedziała zmartwiona i podenerwowana, lecz gdy usłyszała głośne, piii~~ spojrzała zszokowana po mnie i białowłosym.
- Babciu Tsunade on...
- Przykro mi Naruto… - Wyszła zostawiając mnie zszokowanego. Zrób to...Podszedł do białowłosego i stwierdził, że szybciej będzie zrobić to doustnie..Naciął sobie nadgarstek wciągnął krew do ust, a rana się zagoiła. Podniósł głowę młodszego i wpił mu się w wargi czując jak jego krew spływa mu po gardle. Odchylił się i patrzył wyczekująco na jounina. Obudzi się za parę godzin.
***
 Następnego dnia.
Syk. Ciepło ciała. Tsunade baa-chan próbowała go wygonić, ale się nie dał. W zamian za poświęcenie krwi patrzył jak jego ukochany próbuje ukryć ból.
- N-Naruto? - Stęknął łapiąc się za głowę młodzieniec. Blondyn zrobił wielkie oczy i przytulił zaskoczonego "nauczyciela”, który zaczął prosić by go nie katował ściskaniem.
- Przepraszam… jednak się udało - szepnął, w jego oczach było widać ogromne szczęście. Wyszedł biegnąc do gabinetu hokage. -Tsunade baa-chan! Kobieta zdziwiona nagłym entuzjazmem blondyna podeszła do niego, a on zaczął ją ciągnąć do pokoju Kakashiego, który...
- W-witaj Tsunade-sama - powiedział z ręką na głowie zawstydzony....żyje. Eh podeszłam do niego i położyłam rękę na jego czole starając się ukryć szok.
- Jak się czujesz? - Uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Obiecuję sobie, że porozmawiam z Naruto, bo to na pewno jego zasługa.
- Nie licząc tego, że głowa mi zaraz wysiądzie to obolały - próbował się uśmiechnąć, ale zakasłał.
- Czekaj zaraz coś z tym zrobię - położyła jedną rękę nad jego czołem a drugą nad klatką piersiową. Kakashi zamknął oczy i nie ruszył się nawet o milimetr. Blondynka przesunęła jedną z dłoni na czoło chłopaka, a następnie na policzek. Zielona smuga była ledwie widoczna, a rumieńce białowłosego zelżały. Blondyn spojrzał się niespokojnie na Tsunade i chciał już uciec, ale...
- Naruto - zatrzymał się w miejscu - Do mojego gabinetu - powiedziała cicho ze względu na pacjenta.Lis podążył za nią, a gdy dotarli gestem dłoni poprosiła żeby usiadł. - Więc? - Spytała się godaime.
- Co, więc? - Spytał zdziwiony udając idiotę.
- Jak... Przywróciłeś go do życia? - Nerwowo stukała palcami w blat.
- Nie będziesz krzyczeć?
- Nie, nie będę - obiecała lekko się uśmiechając.
- Krew.
- Krew? –Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Dałem mu trochę swojej krwi, więc większość urazów wewnętrznych jak i zewnętrznych została zagojona - uśmiechnął się niepewnie, drapiąc z zakłopotaniem po karku.
- Ale przecież, jaki wpływ może mieć twoja krew na regeneracje?
Moja chakra regeneruję wszystko gdzie jest twoja krew. Czyli póki nie pozbędzie się z organizmu twojej krwi to moja chakra będzie go "naprawiać". - .... I tak właśnie to działa - wytłumaczył kobiecie.
- Hmm.... Rozumiem, czy coś jeszcze?
- Ten ból głowy to skutek uboczny, ale jutro powinien przejść - westchnął - To ja mogę iść?
- Tak - chłopak miał już wyjść - Naruto, wszystko będzie dobrze - kobieta uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Do widzenia - poszedł w stronę szpitala wchodząc do sali białowłosego. Spał. Posiedział z nim tu trochę i ruszył do Sakury, której obiecał pomoc. Jako 8 latek był słodki.
***
- Póki Kakashi nie wróci do normalności będziesz się nim opiekował. Blondyn był w szoku. Czy Tsunade baa-chan czyta mu w myślach?
- Ile to może potrwać? - Spytałem.
- Nie wiem, ale trochę minie.
- Mam jeszcze jedno pytanie - stwierdziłem z jakimś zacięciem w głosie.
- Jakie - sztywna postawa wskazywała na to, że bierze to na poważnie.
- Dlaczego ja? - Kobieta westchnęła, a całe napięcie z niej uszło.
- Bo wiem, że się o niego zatroszczysz - uśmiechnęła się przyjacielsko - życzę powodzenia - szepnęła w pustą przestrzeń.
***
- Tak Kakashi-san został wypisany teraz tylko miał czekać na swojego opiekuna .Zapewne to pan, Uzumaki-san - uśmiechnęła się ciepło kobieta.
- Dziękuje - poszedł w stronę sali swojego podopiecznego. Wszedł do pokoju, w którym chłopakowi się usnęło. - Eh... Kakashi - wyszczerzył się i wziął go w objęcia teleportując się. Znajdował się w salonie, ruszył na górę, rozebrał chłopaka i położył. Miał przyjść wieczorem, ale trochę się spóźnił i młody mu zasnął. - Kashi... - Szepnął, pocałował go w czoło i wyszedł. W nocy jednak nie zdawał sobie z tego sprawy. Wywołał najczarniejsze koszmary z przeszłości. Do tego jutro był ten dzień.
***
Zerwał się z łóżka zdyszany i roztrzęsiony. Złapał się za koszulkę i dysząc patrzył się na swoje nogi."Znowu ten sen" pomyślał. Lecz gdzie on jest? Duże szaro pomarańczowe łóżko, brzoskwiniowe ściany, szafa, biurko, regał i szafeczki w kolorze ciemnego brązu. Zakrył twarz dłońmi płacząc. Oddech miał nieregularny, a rany dawały o sobie znać. W końcu zapadł w niespokojny sen.
***
Obudziły go promienie słoneczne. Przetarł oczy, mruknął coś pod nosem i miał iść dalej spać, ale koniecznie chciał wiedzieć gdzie jest. Ogarnął trochę twarz i chciał pójść jakby... Bardziej ubrany? Wziął koc, którym był przykryty, zawinął się w niego i po cichu zszedł na dół. Tam zobaczył blondyna, który właśnie gotował coś o nieziemskim zapachu. Odwrócił się by nałożyć na talerz, a ja niezmiernie się zdziwiłem. Naruto.
- Dzień dobry Kakashi - uśmiechnął się - Śniadanie gotowe.
Mruknąłem "Dzień dobry" i niepewnie zszedłem, nakryty kocem usiadłem do stołu. Blondyn położył przede mną naleśniki z bitą śmietaną i truskawkami, a ja z chęcią zacząłem je konsumować. Lis dopiero teraz położył talerz i patrzył się na mnie intensywnie. Po czym w końcu zajął się tylko jedzeniem.
- Pyszne - powiedziałem wkładając kolejnego naleśnika do ust.
- Cieszę się, że ci smakuje - odpowiedział również się zajadając. Gdy skończyłem wstałem i odłożyłem naczynia chcąc pozmywać, ale Naruto był szybszy odłożył je, po czym odwrócił się do mnie zaniepokojony.- Jesteś czerwony - przyłożył mi rękę do czoła, a potem do policzka, przez co pewnie byłem bardziej czerwony - Masz gorączkę - zauważył, że jestem bez ciuchów i wziął mnie za rękę prowadząc do swojego pokoju, który był zaraz obok mojego. Posadził mnie na łóżku i wyciągnął czarną koszulkę, którą założyłem.- No... Jest trochę, za duża, ale dasz sobie póki, co radę - uśmiechnął się, podszedł do mnie i jeszcze raz przyłożył dłoń do czoła i policzków. -Pójdę po jakieś tabletki na zbicie gorączki, a ty pod kołdrę - rzekł uśmiechnięty blondyn.
- Dobrze... - Szepnąłem. Wszedłem pod nią, zwinąłem się z zimna w kłębek i wtuliłem w poduszkę, która pachniała moim uczniem. Po chwili wszedł z lekarstwem i szklanką wody, którą mi podał. Połknąłem lekarstwo i skuliłem się na łóżku za chwile poczułem jak gładzi mnie ciepła dłoń i zamruczałem cicho nieświadom tego.
- Odpoczywaj - szepnął i wyszedł. Nadal czułem dotyk Naruto wtuliłem się w jego poduszkę i wdychałem jego cudowny zapach.
***
Wyszedłem na miasto w poszukiwaniu jakiś ciuchów. Po dwóch godzinach w końcu wróciłem z wielką torbą z ciuchami, które położyłem u siebie w pokoju z dopiską "Dla Kakashi'ego".
***
Obudziłem się i poczułem coś wilgotnego na czole. Zdjąłem tą nieprzyjemną rzecz, którą okazała się ściereczka. Wstałem owinięty w kołdrę by pójść do salonu, lecz zarumieniłem się nagle stając. Zapomniałem, że chodzę w ciuchach mojego ucznia i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że stoję koło dużej papierowej torby z moim imieniem. Podszedłem zmarznięty i wyciągnąłem czarne luźne spodnie, bokserkę i puszysty sweter w tym samym kolorze. Ubrałem się i zszedłem na dół gdzie mój opiekun robił śniadanie.
- Dzień dobry~~ - powiedziałem trochę speszony - Dziękuje za ciuchy- cicho rzekłem spuszczając głowę, gdy nagle przede mną pojawił się budyń.
- Nie ma, za co. Chcesz herbaty? - Spytał uśmiechnięty.
- Poproszę. Itadakimasu - wziąłem łyżkę i zacząłem jeść by po chwili i Naruto dołączył. Skończyłem, więc wstałem od stołu i odłożyłem naczynia śledzony przez bystre błękitne oczy. Miałem zamiar podejść do kanapy, ale zachwiałem się i gdyby nie refleks blondyna wylądowałbym na twarzy.
- Nic ci nie jest, Kakashi? - Spytał zmartwiony.
- N-nie, myślę, że nie - chciałem wstać, ale znów się zachwiałem. Blondyn złapał mnie za rękę i pociągnął, przez co wylądowałem razem z nim na kanapie.
- Uważaj - szepnął trzymając mnie
- Po raz kolejny dziękuje - zarumieniłem się. Przyłożył mi dłoń do czoła i patrzył się skonsternowanym wzrokiem. - Czy coś się stało? - Spytałem zaniepokojony.
- Nie, nic. Tylko... - Patrzył się w zaszklone oczy trawione gorączką, zarumienione policzki i te kuszące malinowe usteczka. Pochylił się nad nim i musnął delikatnie usta dziecka. Oczy Kakashiego rozszerzyły się w szoku i po chwili pojawiły się białe obłoczki. Tym razem leżał pod nim 12 letni chłopak. Naruto tylko się do niego szeroko uśmiechnął i przytulił drobne ciało.
- N-naruto? Co jest? - Spytał w jego klatkę piersiową.
-Zmieniłeś się - szepnął i pocałował go w nos - ale tylko z wyglądu! - Wyszczerzył się i ruszył do kuchni. Kakashi natomiast zawiedziony dotknął ust mruknął coś jak " było blisko!" I poszedł do łazienki.
***
2 tygodnie później zdarzyła się ciekawa sytuacja. Młody Hatake właśnie się mył, gdy ktoś zapukał do drzwi.
- Kakashi przyniosłem ci ręcznik! - Krzyknął jakiś głos.
- Wejdź! - Odkrzyknął drugi. Blondyn wszedł do środka i położył biały puchaty ręcznik na pralce, po czym wyszedł. Po paru chwilach młody wyszedł, wytarł się dokładnie, założył bokserki i z ręcznikiem na głowie wyszedł lekko targając nim wilgotne włosy. Gdy wszedł Naruto był odwrócony do niego tyłem i robił herbatę oraz kawę.
- O, już wyszedłeś? - Spytał nadal mieszając.
- Yhm.... - Mruknąłem i wziąłem herbatę.
- Kakashi... - Odwrócił się i zobaczył nastolatka w samych bokserkach, parę kropli nadal spływało z jego wilgotnych włosów. Tamten trochę tego nieświadom odłożył napój i miał zamiar pójść na kanapę, ale blondyn złapał go delikatnie w pasie i pocałował lekko w usta. Białowłosy oddał nieśmiało pocałunek i zaczął poddawać się pieszczotą. Naruto lizał i podgryzał jego skórę prowadzą go na kanapę. Zaczęli wymieniać nachalne pocałunki gdzie blondyn był dominatorem pieszcząc jego podniebienie i wnętrze policzków. Zjechał ręką do sutków młodszego. Szczypał jednego, znacząc językiem mokre wzorki na bladym torsie. Doszedł do drugiego i zaczął go ssać wydobywając z niższego słodkie jęki. Schodził niżej aż na podbrzusze zaczepnie łapiąc zębami bokserki młodego. Jęknął trochę zdziwiony, a w oczach czaiło się przerażenie, którego nikt nie dostrzegł. Zdjął z niego zbędny materiał ukazując wyprężonego członka. Liznął czubek, potem cały trzon kreśląc wzorki, aż w końcu zassał całego, a mały jęknął.
- Na..ru-to - Energicznie poruszałem głową, Kakashi trzymał mnie za włosy jęcząc, co próbował stłumić. W końcu nie wytrzymał i doszedł w jego ustach wyginając się w łuk. Spojrzał w jego zasnute mgiełką oczy i pocałował go. Znowu pojawiły się białe obłoczki, a pod nim leżał teraz 15 latek. Wciąż widać było ślady po tym, co tu się stało.
- Teraz znowu jesteś brudny - szepnął, wziął go na ręce i zaniósł go do łazienki.
***
W oczy raziło słońce, wstałem niechętnie i zszedłem na dół już jakoś oporządzony i obolały.
- Dzień dobry... - Mruknąłem trochę zaspany. Nie chodziłem w masce ani opasce.
- Dzień dobry~~ Zjedliśmy i usiedliśmy coś pooglądać po chwili w oknie pojawił się żółty motyl.
- Tsunade wzywa - popatrzył się na nastolatka i wyciągnął rękę w jego stronę, uśmiechając się - choć. Wstałem podałem mu dłoń, dostałem całusa i zniknęliśmy w złotym obłoczku pojawiając się w gabinecie hokage.
- Miło was widzieć Kakashi. Naruto - uśmiechnęła się na widok "dorosłego" Hatake. No, może bardziej dojrzałego.
- Ciebie też miło widzieć Tsunade baa-chan - uśmiechnął się lekko, a Kakashi mruknął tylko ciche „ Dobry" spuszczając głowę.
- Hm..? - Zdziwiła się kobieta - a co ty taki nieśmiały Kakashi?
- J-ja cz-czuje się trochę niezręcznie stojąc tutaj w takiej postaci...- Powiedział cicho zawstydzony. Wszyscy wraz z obecną tu Shizune zaczęli chichotać.
- No nic Kakashi, choć do mnie - zaprosiła go gestem do siebie wstając od biurka. Chłopak podszedł, lecz nagle pojawiła się mgiełka, z której wyłonił się omdlony 18 latek w ramionach blondyna.- Kakashi?! Reakcja była natychmiastowa. Tsunade i Shizune podbiegły do nich. Blondyn zabrał jedną z rąk przytrzymując go w pasie.
-Tsunade baa-chan... - Powiedział zlękniony pokazując jej dłoń.
- Krew... - Szepnęła, po czym szybko zaczęła zdejmować mu bluzkę.- Przecież to nie powinno tu być...
- Tsunade baa-chan. Czas jego ciała wraca.
- Shizune, Naruto. Do szpitala! - Krzyknęła.
***
- Szybko na sale! - Krzyknęła blondynka. Biały fartuch śmignął mi przed oczami, a ciało 18 latka zniknęło. Martwiłem się o niego. Nie wiem czy dam radę, jeżeli stracę go po raz drugi.Po chwili słychać już było krzątaniny i krzyki Tsunade odnośnie przyborów.
***
Rana nie powinna się od tak pojawić. Zresztą nie była taka wielka! Krew! Kurcze. Zatamować krwotok! - Co wy robicie?! Mieliście zatamować krwotok! - Krzyknęła biorąc gazy i przytykając do rany. Leczyli go bardzo długo. Siedzieli dwa dni próbując coś zrobić. Wyszła z sali.
- Naruto...- Wstałem i spojrzałem się na nią z niepokojem szepcząc tylko żeby żył.- Żyje - moja radość była wielka - ale nie wiem czy doczeka przyszłego tygodnia.
- J-jak? - Zająknąłem się siadając.
- Przykro mi... - Położyła mu dłoń na ramieniu.
- Mogę wejść...? - Szepnąłem.
- Dobrze...Ruszyłem w stronę sali i pchnąłem drzwi. W sali leżał blady jak ściana chłopak przykryty białą puchatą kołdrą. Był by to nawet ładny widok, ale tyle maszyn było poprzyczepianych do niego, że to aż bolało. - Cześć kochanie....Podszedłem i pocałowałem go w policzek potem w czoło. Trzymałem jego rękę i czekałem cierpliwie aż się obudzi mówiąc jak bardzo go kocham i ile dla mnie znaczy. Gdzieś tak o 3 usnąłem by być obudzonym przez Tsunade cztery godziny później. Rana nie zniknęła. Ba! Nawet się nie zmniejszyła!
***
Mijały kolejne dni, a z nim było coraz gorzej. Tsunade baa-chan była bezradna. Nie mogłem znieść tej bezczynności. Co chwila tylko ktoś szeptał "Biedny Kakashi-san”, „ Dzieciaki sobie nie poradzą bez niego" " To już koniec kopiującego ninji".
- Tsunade-sama! - W stronę hokage biegła Shizune - Kakashi-san! Kobieta jak na zawołanie ruszyła w tamtą stronę, a ja z nią.
- Shizune, co jest? - Spytała zestresowana.
- Spowolniona akcja serca. Jest przytomny - weszły akurat, gdy asystentka dokończyła zdanie.
- Hokage-sama - powiedział próbując się podnieść, ale ruszył się tylko o milimetr łapczywie nabierając powietrza. Naruto spojrzał się na jego słodkie różowe usta przejeżdżając po swoich językiem tak by nikt nie zauważył. Tyle wspomnień, a spędzili ze sobą tylko sześć miesięcy. Lekarka podeszła do białowłosego kładąc dłonie na klatce piersiowej, ale tylko westchnęła i popatrzyła się z bólem na Lisa. Blondwłosy jeszcze raz spojrzał na jego usta. Podszedł do łóżka szybkim krokiem i nachylił się nad nim, po czym złożył namiętny pocałunek na ustach już nieprzytomnego partnera. Pikanie wznowiło swój właściwy rytm, a rana skurczyła się trochę. Kobiety patrzyły w szoku na Naruto, który z wrażenia usiadł na łóżku.
- Naruto...
- Hm... - Chłopak podrapał się zawstydzony po głowie - To trochę niezręczne, ale zauważyłem pewne skutki, gdy go całowałem. Kobiety też usiadły i co chwila zerkały na krzywą linię, a chłopak kontynuował. - Przez to, że coraz częściej się całowaliśmy szybciej wracał do poprzedniego stanu - szepnął patrząc się na ukochanego.
- Rozumiem. To, dlatego był taki szczęśliwy przez te pół roku - chłopak popatrzył się na blondynkę.  - Wiesz Naruto...Cieszę się, że to ty, a nie ktoś inny. Wiem, że Kakashi nie będzie już więcej cierpieć.
- Już więcej? - Spytał się zatroskany patrząc na kobiety. Shizune w sumie tylko słuchała, ale Hokage czuła się pewniej. Westchnęła spoglądając na pacjenta.
- Kakashi miał trudne dzieciństwo - westchnęła po raz kolejny przygotowując się mentalnie. - Stracił matkę w wieku czterech lat, gdy miał jedenaście Ojciec popełnił samobójstwo - spojrzała się na niego - Kakashi go znalazł. Rok później doprowadził do śmierci przyjaciela. Mając trzynaście zabił przyjaciółkę, która nadziała się na jego atak. Następnego lata stracił swojego Mistrza oraz jego żonę, która była dla Kakashi'ego niczym matka. Gdy miał szesnaście odeszłam z wioski by wspomóc, Jirayie. Sasuke zszedł na złą drogę i Kakashi obwinia za to siebie. Tak sam fakt, że Ty i Sakura poszliście do innych mistrzów bardzo go zranił. Bardzo to przeżywał. Do tego niedawno umarł też Trzeci, Jirayia i Asuma. Wątpię czy mógłby teraz normalnie funkcjonować gdybyś go porzucił.
- Ja... Nie wiedziałem, że było mu aż tak trudno - powiedział przerażony patrząc się to na blondynkę to na swojego kochanka
.- Gdy umarła jego mama był podłamany, ale miał jeszcze drugiego z rodziców. Jednak, gdy i jego zabrakło Kakashi stał się oschły i sztywny. Myślałam, że nie może być gorzej, ale gdy i Obito poległ i to przez niego, przestał rozmawiać trzymali go jeszcze Rin i twój ojciec. Potem była ona. Umarła przez niego. Dołączył do ANBU. Minato z Kushiną bardzo się starali wyciągnąć go gdzieś. Przez ten rok zaczął na nowo czuć, ale gdy umarli to był już koniec. Nie odzywał się, wszystkich ignorował, był oschły i sztywny. Wyzbył się uczuć. Odżył tylko dzięki waszej trójce.
- Cieszę się, że mu pomogliśmy, ale to chyba nie koniec?
- Niedawno dowiedziałam się też, że... - Spuściła głowę i zacisnęła pięści - Gdy umarli twoi rodzice Danzou zaczął regularnie go gwałcić. Natomiast Orochimaru często go usypiał i zabierał do laboratorium by tam na żywca na nim eksperymentować. Wiesz, że Danzou z nim współpracował? Ta parszywa gnida sama czasem go przynosiła temu wężowi i się nim zabawiali.
- Niestety już nie żyją, ale z drugiej strony to tłumaczy zachowanie Kakashiego - Kobieta spojrzała się na niego ze zrozumieniem.
- Naruto proszę. Pomóż mu żyć - uśmiechnęła się ciepło, klepiąc po ramieniu, po czym wyszła.
***
- Czy to było konieczne Tsunade-sama? - Spytała Shizune.
- Inaczej mu nic nie uświadomimy - westchnęła masując obolały kark patrząc się zbolałym wzrokiem w dal.
***
Siedział przy nim trawiąc te informacje. Nachylił się i znów go pocałował, a rana ponownie się skurczyła. Rozpaczliwie całował go mając nadzieje, że ukochany w końcu się obudzi. Uśmiechnie się tak promiennie jak uśmiecha się tylko do niego. Niestety Kakashi chyba go zbeszta... Zachichotał. Pierwszy raz inni mogli zobaczyć jego twarz w całości. Przejechał smukłymi palcami po jego policzku, po czym zatrzymały się na bliźnie. Z zadumaniem patrząc i smakując dotykiem.
***
Tsunade w końcu go wygoniła.Oczywiście odwiedzał go! Niestety blondynka pod wieczór zawsze go wypędzała do siebie. Dowiedział się, że białowłosy zapadł w śpiączkę, ale oni się nie poddadzą. Hatake nie groziła już rana, ale może, gdy więcej będzie go całować to szybciej się obudzi. Gdy tak siedział u siebie wpadła Shizune i pojawiła się z nim w sali pacjenta.
- Naruto, choć do mnie! - Powiedziała zniecierpliwiona Hokage. Hmm.... Nie zauważył jej, ale posłusznie podszedł do łóżka. Blondynka posadziła go na nim przykładając jedną rękę do jego klatki piersiowej zaś drugą do klatki rannego.- Nie ruszaj się - szepnęłaby za chwilę jej ręce otoczyła zielona aura. Czuł się tak trochę dziwnie. Jakby ktoś nim mieszał. Wypuściła trzymane dotąd powietrze w ustach.
- Do czego miało to służyć? - No nie powiem czułem się dziwnie.
- To było jutsu założone przez kogoś. Gdy mi powiedziałeś o tym drobnym szczególe domyśliłam się, że jest możliwość odkręcenia tego. Wymieszałam wasze chakry przy okazji uzupełniając ją u Kakashiego.
- Czyli mam rozumieć, że wystarczyło mu oddać chakre i po sprawie? - Uśmiechnął się śmiesznie.
- Jego "ciało" było zapieczętowane jakąś starą pieczęcią. No ja nie wiem. Albo wy jacyś pechowi i słabi jesteście albo to on się starzeje - zaśmiała się patrząc na blondyna.
- Ż-Że jak? - Spytał zaskoczony patrząc jak klatka piersiowa Hatake miarowo się unosi. Hokage rozczuliła się nad zgłupiałą i zatroskaną twarzą blondyna. Zachichotała i złapała chłopaka za rękę.- Za każdym razem, gdy z wami idzie na misje wraca ranny. Przeważnie jakoś poważniej no, ale... Cóż się dziwić - sugestywnie popatrzyła na niego.
- Przepraszam - mruknął speszony.
- Póki jeszcze... Dycham... To mi to nie... Przeszkadza - wyszeptał lekko zziajany patrząc się na tu obecnych lekko podnosząc się do siadu.
- Kakashi! - Krzyknęli równocześnie. Tylko Naruto bardziej z troską w głosie, a Tsunade... No jak to Tsunade z pretensją i nakazem.
- Może by tak ciszej? - Mruknął łapiąc się za głowę.
- No właśnie... Naruto wyjdź, musimy, sprawdzić czy wszystko jest już w porządku - zadecydowała Shizune wyprowadzając go za drzwi. Białowłosemu poszła krew z nosa. Natychmiast chcieli zatamować krwotok, ale po prostu się nie dało. Kilka gaz leżało już zabarwione na czerwono na stoliku. Blond czupryna zajrzała do środka.
- Emm... Shizune, Kurenai-sensei prosi byś do niej przyszła - to... Było dziwne. Czemu one się tak cackają z tym badaniem?  I czemu tu tyle krwii?
- Naruto, choć tu! - Nakazała pokazując na łóżko obok. Posłusznie usiadłem i patrzyłem jak Hokage w końcu udaje się opanować krwawienie.- Ciekawe... - Mruknęła osłuchując i uciskając rożne miejsca na jego ciele. Sprawdziła reakcje źrenic przyłożyła rękę do czoła stwierdzając, że nie ma gorączki.- Kakashi... Zostaniesz w tym ciele.Nie da się odwrócić bardziej twojego wieku. Ogólnie rzecz biorąc jesteś już zdrowy - radość malowała się w ich oczach, która po chwili znikła niczym zdmuchnięty liść -Dojdziesz do siebie i wypisujemy cię jutro. Zamieszkasz z Naruto - szok malował się na ich twarzy.
- A-ale ż-że jak? - Rzekł zdziwiony wielce białowłosy. Drugi nie pozostał mu dłużny.- Pokaże wam coś, masz - podała Hatake gazę - Naruto wyjdź. Momentalnie gaza zabarwiła się na czerwono, a białowłosy spojrzał speszony na chłopaka, który wchodził.- Nie chcę ryzykować poważniejszymi obrażeniami... Dlatego mieszkacie razem aż do odwołania, a ty Naruto masz się go uczepić jak rzep - postanowiła i wyszła.
- No w końcu... - Jego uśmiech znikł, odwrócił się do ukochanego i patrzył na niego złowrogo.
- Yy... Narutooo? - Przeciągnął ze strachem. Blondyn rzucił się na niego przytulając ile się da.
- Nigdy nie każ mi czekać tak długo - szepnął przygryzając mu płatek ucha.Ten tylko cicho jęknął. Uzumaki przejechał mu dłonią po sterczących włosach uśmiechając się lekko, po czym jęknął z wyrzutem.
- Coś nie tak? - Spytał Hatake.
- Wiesz... Niespodzianek to tu jest od groma - stwierdził patrząc na igłę wbitą w rękę kochanka. Powie mu jutro o swoim słodkim odkryciu. Potem była jeszcze jedna... I jeszcze jedna, a potem kolejna... W sumie były cztery igły wbite w jego nadgarstki i w zgięcia łokci. Zawisł nad szarowłosym delikatnie gładząc skórę wokół wenflonów.
- Boli cię? - Zapytał jakby z... Niezadowoleniem?
- Nie - stwierdził chyba trochę za szybko i pękł pod spojrzeniem blondyna - Trochę - westchnął zrezygnowany.
- Hmm... - Uśmiechnął się zadowolony przysuwając twarz do twarzy kochanka. Bliżej i bliżej, a uśmiech rósł, po czym skradł mu pocałunek.
- Narutoo - jęknął, gdy w końcu przestał.- Tsunade baa-chan kazała być blisko... - Wśliznął się pod kołdrę i wsunął prawą rękę pod głowę Kakashi'ego, przysunął się przytulając go drugą ręką - nie odstępować na krok.
- Faktycznie – mruknął i wtulił głowę w jego szyję.
- Niestety przez te igły nie możesz się za bardzo ruszyć - ziewnął lekko.
- Yhmm... Idźmy spać - szepnął na wpół przytomny.
 ***
Obudziło go lekkie mruczenie. Otworzył jedno oko, potem drugie i spojrzał na śpiącego kolorowo-okiego. Pogłaskał go po policzku i pocałował w czółko. Ten tylko mruknął i chciał się przytulić do źródła ciepła, ale jęknął i poderwał się.
- Kashi? - Spytał blondyn przysuwając się do niego. Białowłosy miał łzy w oczach.
- T-to nic. T-tylko położyłem się na ręce.. - Szepnął speszony.
- Eh.. Naprawdę powinieneś uważać, kociaku - uśmiechnął się delikatnie go przytulając.
- K-kociaku? - Zrobił duże oczy.
- Masz ogon i uszy. Kocie - wyszczerzył się jeszcze bardziej, a sam poszkodowany zaczął szukać potwierdzenia słów Naruto. Złapał dwa sterczące włochate i mięciutkie uszka, a z tyłu wychylił się srebrny ogon.
- O-o matko...Kot - stwierdził ze strachem, po czym zemdlał blondynowi na ręce.Ten właśnie moment wybrała sobie, Tsunade na wejście.
- Dzień dob... - Stanęła patrząc się jak jej pacjent mdleje w ramiona swojego opiekuna.Po chwili już znała powód przyczyny.
- Co się stało? - Spytał zaskoczony.Blondynka tylko westchnęła, po czym zaśmiała się.
- Ma fobie.
- Fobie? Przed czym niby? - Szczerze? Był zdezorientowany.
- Koty. Stał się swoją fobią. Zobaczył się w lustrze i zemdlał.
- I co ja mam zrobić? Usunąć z domu szyby i lustra? - Zachichotał.
- Nie. Po prostu musisz go przyzwyczaić. Może najpierw niech się oswoi ze sobą - uśmiechnęła się i podeszła do nich - Potrzymaj go Naruto - wzięła lewą rękę szarowłosego i wyjęła igły, po czym zrobiła to samo z drugą.
- Kakashi boi się kotów - stwierdził z uśmiechem.
- Pamiętam jak Gai dał mu na urodziny kota, bo jego zdaniem Kakashi był ponury. Co niestety wtedy było prawdą. Kakashi odwrócił się do niego, a Gai wyciągnął w jego stronę zwierzaka, który się przeciągał wystawiając pazurki.
- I co było potem? - Spytał zaciekawiony.
- Był tak tym przestraszony, że cofnął się pod ścianę, przeprosił mnie i Gai'a poczym wyskoczył przez okno. Tak właśnie dowiedziałam się o tym.
- Heh... Niby taki odważny, a boi się kociaków - zachichotał - długo tak zostanie?
- Skutek uboczny. Nie wiem ile będzie trzyma... Naruto widzę, że się cieszysz.
- Niezmiernie, Tsunade baa-chan - uśmiechnął się z jakimś błyskiem w oku - Niezmiernie.
- No dobrze. Jest już wypisany, możesz go zabrać - blondyn mocniej przytulił chłopaka, wstał, podziękował i zniknął.- Ah te dzieci... - Zaśmiała się w pustą przestrzeń.
***
Położyłem Kakashiego na kanapie i poszedłem po koc. Wziąłem pilot, zrobiłem herbatę i usiadłem kładąc głowę kochanka na moich kolanach czekając aż się obudzi. Włączyłem telewizor i machinalnie zacząłem głaskać heterohromika po czuprynie, co chwila zawadzając o miękkie uszka. Chłopak przekręcił się na bok, poruszył uszami i machnął ogonem. Po godzinie coś zaczęło mi przeszkadzać. Szarowłosy kręcił się niespokojnie pomiaukując. Po chwili z oczu popłynęły mu łezki i zaczął coś szybko i niewyraźnie szeptać.
- Kashi? - Zaniepokojony starłem mu łzy z policzków. Ten drgnął niespokojnie i otworzył przestraszony oczy.
- N-nie...Nie! - Odsunął się od Naruto. Łapczywie łapiąc powietrze. Złapał się za głowę, płacząc i szeptając niezrozumiałe słowa. Jego przestraszony wzrok dostrzegł zbliżającą się dłoń, która przywołała czarne wspomnienia.- N-nie... przestań... - Blondyn przytulił kotowatego, który drgał przestraszony. Nie próbował się wyrywać, bo wiedział, co by mu wtedy zrobili.
- Ćsii... To ja Naruto... Słyszysz? Nic ci nie zrobię. Jesteś bezpieczny. Nie pozwolę cię skrzywdzić - szeptał czule wprost do jego uszu głaszcząc po plecach.
- N-naruto? - Spytał trzęsąc się trochę. Spojrzał na niego dużymi błyszczącymi od łez oczami.
- Yhym... - Przytaknął i musnął delikatnie wargami jego czoło. Kotek przytulił się kurczowo zaciskając łapki na plecach swojego seme, próbując się uspokoić.
- Wybacz... - Kakashi spojrzał się na niego.
- Za co?... - Spytał zdziwiony.
- Zmusiłem cię byś jeszcze raz musiał to wszytko przeżywać...
- W-wiesz?.. - Zająknął się znów sparaliżowany strachem.
- Tak.Za to też przepraszam - pogłaskał go - Nigdy Cię nie zostawię - zapewnił.
- Skąd ta pewność? Dowiedziałeś się wszystkiego. Pewnie pomyślałeś, że jestem Obr-
- Nie - przerwał mu stanowczy głos - Kocham Cię i nigdy nie opuszczę. Odszedłbym od Ciebie tylko, jeżeli byś tego chciał. Chociaż i tak wątpię czy bym Cię wtedy zostawił - uśmiechnął się przytulając i scałowując łzy kociaka.
- T-też Cię kocham Naruto - wyszeptał znów wczepiając się w koszulkę drugiego. W tej chwili zdali sobie sprawę, że zapewnili swoje uczucia względem siebie.
- Czemu się ich boisz? - Spytał patrząc się na kochanka.
- Czego?
- Kotòw. Zemdlałeś.
- S-są straszne - jęknął spuszczając łepek.
- Straszne? - Wziął go na ręce i ruszył do przedpokoju, gdzie zaraz koło szafki na buty było wielkie lustro. Postawił Kakashiego, który kurczowo zaciskał oczy, trzymając przy nich piąstki, lekko się trzęsąc. - Ja widzę słodkiego kociaka i partnera... - Szepnął zabierając ręce kochanka.
-...
- I co jest tak źle? - Spytał wtulając się w niego.
- J-jest w porządku - stwierdził łapiąc się za uszy i machając ogonkiem.
- Nie musisz się ich bać, wiesz? - Poczochrał go po łepku.
- Yhm... - Zgodził się patrząc kolorowymi oczami na Naruto. Chwycił kotołaka za rękę i ruszył do kuchni sadzając go na krześle. Włączył wodę, wyjął szklanki i wrzucił torebki.- Kakashi, czemu tak zareagowałeś na fakt, że będziemy mieszkać razem? - Spytał zmartwiony.- J-ja... - speszony spuścił głowę. Woda się już zagotowała, więc blondyn zalał herbatę, posłodził i podstawił ją towarzyszowi. Przy okazji wziął swój kubek i oparł się o blat. - Po prostu bałem się, że jednak ten związek może się nie udać. Nie chciałem się przywiązywać, żeby potem łatwiej było się z tym pogodzić - powiedział szybko popijając herbatę.
Stał. Stał milczał, przestał pić i patrzył zszokowany.
- Rozumiem - na jego twarzy gościła powaga. Podszedł do białowłosego i kucnął. Kashi był przestraszony, że może jego wypowiedź go zdenerwowała?
- Kakashi... - Złapał go za ręce - Mówiłem to już nie raz i będę powtarzał póki cała twoja niepewność zniknie. Nigdy cię nie skrzywdzę i nie opuszczę. Kocham Cię i będę chronił - jego głos robił się coraz łagodniejszy i czulszy - Zapomnij o przeszłości i Żyj teraźniejszością - szepnął przytulając go.
- Dziękuje i przepraszam - pocałował blondyna w policzek.
- Nie dziękuj i nie przepraszaj. Po prostu Cię kocham - uśmiechnął się ściskając kotowatego.
- Yhm... - Wtulił łepek w jego pierś.
- Hej Kashi, a... - Naruto spojrzał się na chłopaka, który usnął mu w ramionach. Wziął go w objęcia i ruszył do sypialni gdzie położył młodszego i przykrył go kołdrą. Tsunade informowała, że to normalne i będzie zasypiał czasem w dziwnych okolicznościach, ale powinno przejść po tygodniu lub dwóch. Ech..  Musi wziąć prysznic, a jutro ma jeszcze misje. Szlag! Przecież Tsunade baa-chan kazała go nie odstępować. To teraz trzeba iść pod prysznic, a później do Hokage. Żeby tylko nic mu nie było.
***
Pomarańczowe iskry znikły a w gabinecie pojawił się blondyn.
- Naruto? A czemu t...
- Wybacz, ale jutro mam misję. I nie wiem, co z tym faktem zrobić. W dodatku nie pomaga mi fakt, że on śpi i mnie przy nim nie ma, dlatego trzeba to szybko rozwiązać - powiedział to na jednym wdechu oparty o biurko.
- Faktycznie. Zapomniałam - zamyśliła się. - Dobra! Ja to załatwię, a ty znikaj, ale już! - Wygoniła go uśmiechając się lekko.
- Hai! - Pojawił się w domu szybko biegnąc na górę. Otworzył drzwi i szybko poszedł do łóżka.Kakashi miał tylko ciemny czerwony strumyk prowadzący z ust.Poszedł szybko po mokrą ściereczkę i kucnął nad kotołakiem delikatnie ścierając krew.Chłopak poruszył się lekko, jęknął i trochę zdziwiony patrzył się na blondyna.
- Nic ci nie jest? - Zmartwiony spytał.
- N-nie? A coś się stało? - Ziewnął czując smak krwi w ustach. Naruto pokazał mu chusteczkę i starł resztkę szkarłatnej cieczy z podbródka białowłosego.
- Byłem na sekundę u Tsunade - szepnął przytulając go do siebie - możesz iść spać - pocałował ninje w czoło i położył się.
- A która godzina? - Mruknął w ramię Uzumakiego.
- Czwarta - odpowiedział mu niedowierzający jęk, a po chwili poczuł jak coś przytula mu sie do boku.
- Jesteś niemożliwy. - Stwierdził.
- Tak, tak. Ale i tak Cię kocham - westchnął obróciwszy się i przytuliwszy chłopaka do siebie - Chodźmy spać.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz